poniedziałek, 2 stycznia 2017

Zegnaj roku 2016, bede cie wspominac!

No i mamy nowy rok, ktorego nadejscie zupelnie przegapilam, a bylo to tak: w ostatni dzien grudnia maz spytal, czy chce gdzies wyjsc, obejrzec fajerwerki czy cos, ale stwierdzilam, ze lepiej zostac w domu, w kapciach i z herbata, ogladajac filmy. Kwadrans po polnocy zorientowalam sie, ze to "juz", westchnelam ciezko, ze czas tak szybko mija (znow o rok starsi...) i jakby nigdy nic, kontynuowalam ogladanie. 

Teraz jednak chcialabym jeszcze na chwile sie cofnac do zeszlego roku, aby powspominac najwazniejsze dla naszej rodziny wydarzenia.

Najwazniejsze...

... choc nie zawsze pozytywne, jak na przyklad moj niespodziewany pobyt w szpitalu

 
Czekoladki na pocieszenie, prezent od meza, tesciowej i corci.



Po kilkudniowej meczarni z wysoka goraczka, znalazlam sie na pogotowiu. Myslalam, ze po prostu dostane kroplowke, temperatura zostanie zbita, zostanie postawiona diagnoza, wypisza mi recepte na odpowiednie leki i wroce do domu. Ale lekarz bardzo sie zafrasowal - "musi pani zostac, konieczna jest punkcja ledzwiowa i inne badania, by wykluczyc zapalenie opon mozgowych". 

W tym momencie pomyslalam, ze doktorek zwariowal. ;) :P

W koncu jednak, wspolnymi silami z mezem i pielegniarka, namowili mnie, zeby zostac. Doktor, Emiratczyk, staral sie jak mogl, jestem mu naprawde wdzieczna za przekonanie mnie, bo jak sie okazalo juz nastepnego dnia, jego podejrzenia byly sluszne. :/  

Mialam jednak szczescie w nieszczesciu, ze bylo to zapalenie typu wirusowego, ktore jest latwiejsze do wyleczenia i mniej grozne, niz bakteryjne. Alhamdullilah, udalo sie wyjsc z tego bez szwanku, choc lezac na lozku szpitalnym mialam naprawde nieciekawy nastroj, bylam wrecz przerazona, ze spotkalo mnie cos takiego. Balam sie oczywiscie  o swoja corke, ze gdyby cos mi sie stalo...ehhhh...lepiej nie dokoncze tej mysli.

Lara do dzis wspomina ze smutkiem, ze jej mama znikla, bo byla chora - gdy jechalam na pogotowie, ona spala pod opieka egipskiej babci, a rano po obudzeniu, pierwszy raz w zyciu, nie znalazla mamy, krzatajacej sie po domu. Dobrze, ze tesciowa u nas akurat w tym czasie byla, jej pomoc okazala sie nieoceniona.

Jako muzulmanka musze jednak pamietac, ze Bog ma wobec nas Swoj plan, moze nas testuje, moze chce nas "obudzic", nakierunkowac poprzez negatywne, w naszym rozumieniu, doswiadczenia. Zaufalam Bogu, ze tak mialo byc i wkrotce zrozumialam caly sens, ze doswiadczajac mnie choroba, Bog dal mi inny prezent - przyjazd mojej kochanej rodziny! 


Moje szpitalne okno. Mialam ochote przez nie wyfrunac, szpital mnie przytlaczal,a ta zielen na zewnatrz tak kusila...


Kilka slow o publicznym szpitalu, w ktorym mnie leczono. Warunki byly naprawde komfortowe. Lezalam w sali jednoosobowej, czystej, ladnie urzadzonej, z wlasna lazienka i telewizorem. Sprzet nowoczesny. Karmili bardzo dobrze - porzadne posilki, obiad trzydaniowy, nie musialam miec nawet wlasnego picia, gdyz dostawalam soki, kawe, herbate oraz wode butelkowa bez ograniczen. Jednak tak dobrze mialam tylko przez pierwszych kilka dni, gdyz potem zalecono mi diete i dostawalam jedynie bulion i galaretke truskawkowa, ktora, o dziwo, nie zbrzydla mi jeszcze. :P Bardzo podobne warunki byly w szpitalu prywatnym w Abu Zabi, w ktorym kiedys lezal moj maz. Mimo to, lepiej nie chorowac. :) Zdrowka Wam zycze.



Czasu na czytanie w szpitalu mialam az nadto.



Kolejne wazne wydarzenie to przyjazd rodziny z Polski. Cud. Od dawna ich namawialam, ale zawsze im bylo nie po drodze (hhhh, kilka tysiecy kilometrow, czy to az tak daleko? :P). Jednak na wiesc o chorobie, podjeli decyzje w minute ( a moze byla to sekunda? hm? mozliwe!) i juz wkrotce nawet bilety mieli zabukowane. :D Sami sie nawet dziwili, ze potrafili sie tak szybko zorganizowac. :)  
Wiecej na ten temat napisze wkrotce.


Mama z ciocia podziwiaja rosliny w parku kolo naszego domu. Moja mama to zapalony ogrodnik, tutejsza flora bardzo ja ciekawila.

 
 


Musze tez wspomniec zeszloroczne wichury z deszczem, ktore narobily duzo szkod w calych Emiratach, a kilka osob stracilo w ich wyniku zycie. Ten kraj nie jest gotowy na taka pogode. Nawet jesli zwyczajnie pada, na ulicach tworza sie gigantyczne kaluze, przez ktore ciezko przejechac, a nas standardowo zalewa - woda w ogrodzie, ktora nie ma dokad splywac, dostaje sie do domu przez drzwi wejsciowe, mimo dwoch schodkow, czyli wcale nisko nie jest. Rynny, studzienki tutaj nie istnieja...bo deszcz pada 3?, 4?, 5? razy w roku.


Jeszcze przed chwila swiecilo slonce...Przez duze okna dokladnie bylo widac moment naplyniecia ciemnych, zlowrogich chmur.

Kino bez pieniedzy.


Spektakl trwa.


Zeszloroczna nawalnica nadeszla, gdy akurat bylysmy z moimi przyjaciolkami na kawie w Ikei, dzieki czemu mialysmy niecodzienny spektakl przez duze okna, gdy szybko plynace, ciemne chmury pojawily sie znienacka. Widok nieco przerazal, ale w ogromnym budynku czulysmy sie bezpiecznie (pewnie w domu mialabym wiecej strachu). Jak groznie bylo tego dnia okazalo sie pozniej, gdy zewszad naplywaly wiadomosci o urwanych oknach, slupach, stratach itp. 




Deszczowa pogode wykorzystalysmy, by zrobic obrazki z parasolkami, ktore trafia do rodzinnych pamiatek. Pomysl pochodzi ze strony craftymorning.com.


Latwe w wykonaniu parasolki 3d.


Lara miala frajde, biegajac po kaluzach. :)

Na pewno dlugo bede wspominac wesele, na ktore bylam zaproszona w zeszlym roku wraz z tesciowa. Nie bylo to pierwsze wesele, na jakim mialam okazje byc w Emiratach, ale pierwsze tradycyjne emirackie, malo tego, u rodziny szejkow. 
Z mama meza zrobilysmy sobie babskie zakupy, kupilysmy torebeczki, buty (chcialam na bardzo wysokich obcasach i jednoczesnie wygodne do tanczenia, ale czytajcie dalej...) i inne potrzebne nam rzeczy. Przepraszam, nie bede skromna :P, ale naprawde sie wystroilysmy. :
Cieszylam sie, ze zobacze prawdziwe emirackie wesele oraz ze sie wytancze. 


Zaproszenie zostawilam sobie na pamiatke.




Byla to impreza tylko dla kobiet, gdyz mezczyzni mieli swoja juz wczesniej, oddzielnie, tak wiec maz nas tylko zawiozl. Sluchajcie, wszystkie, ale to wszystkie wjazdy do Abu Zabi byly obstawione eleganckimi szyldami, ktore wskazywaly droge dla gosci weselnych. Malo tego, pol osiedla biznesowego w poblizu imprezy bylo wylaczone z ruchu i stali tam Emiratczycy w swych tradycyjnych bialych szatach (kandura), ktorzy kierowali nas w odpowiednie miejsce. Zaczely sie zjezdzac limuzyny. Po wejsciu do budynku, ktory byl ogromnym nowoczesnym biurowcem, zaczelysmy sie kierowac po strzalkach na sale. Wpierw winda w dol. Potem schody w gore. W lewo kilometr. W prawo pol kilometra. Prosto dwa kilometry. Jeszcze tylko raz schody w dol, i raz w lewo, i raz w prawo...konca nie widac!!!!! Nalazilysmy sie jak na lotnisku! :D :O Tak jest, obie na obcasach. Uff, sie spocilam. :P

W koncu dotarlysmy, a tam...bramki z damska ochrona. Tak. :D Poproszono nas o okazanie zaproszen, sprawdzono, czy nie mamy przy sobie niebezpiecznych narzedzi i polecono nam zostawic telefony u pani z ochrony. Zero zdjec, zakaz! Pani ta miala w tym celu specjalny dlugi stol, ktory byl juz oblozony setkami telefonow  w eleganckich torebeczkach z numerkami. Teraz dopiero moglysmy wejsc na sale. 

A tam...

Nie sala tylko normalnie stadion! Tak ogromnej imprezy prywatnej jeszcze nie widzialam. Gosci nie wiem ilu moglo byc, ale na pewno nie stu, ani dwustu. :D 


 
Sheikha Moza z krolowa. Fot. The Guardian.


Dolaczylysmy do stolika, przy ktorym siedziala nasza rodzina z Al Ain. Kilka stolikow dalej siedziala Sheikha Moza z Kataru. Cala ta wielka hala byla udekorowana jak z bajki kwiatami i krysztalowymi zyrandolami. Na kazdym stoliku staly ogromne bukiety kwiatow, zastawa byla bardzo wyszukana, podobnie jak dekoracje potraw. Jedzenie jak z luksusowej restauracji,
kelnerki caly czas, no doslownie caly czas z czyms podchodzily, na zmiane slodkosci, potrawy slone, napoje gorace, przekaski, owoce. Nie nadazalysmy im odmawiac, bo zanim skonczylysmy jesc jedno, juz podchodzily z kolejna propozycja.

No dobra, to tyle o jedzeniu, bo tak naprawde bardziej mnie zainteresowaly stroje innych pan. Loj. Bylo na co popatrzec. Niesamowite suknie balowe, bizuteria, makijaze i fryzury, jedna piekniejsza od drugiej. Arabki nie zakladaja "malej czarnej", u nich sie swieci, blyszczy, trzesie, mieni. :) Kto by pomyslal, ze to te same kobiety, co przyjechaly w czarnych, dlugich abajach z zakrytymi hidzabem wlosami, prawda? :)


Kadim al Sahir, arabski artysta. Fot. The National.


Co jakis czas przedstawiano mnie komus, sypano imionami, tytulami, koneksjami...ale malo z tego pamietam. :) Jednak trzeba oddac, ze mimo calego blichtru, kobiety te byly bardzo serdeczne i mialo sie wrazenie, ze sa po prostu zwyczajnymi, fajnymi babeczkami. 


Dalsza czesc wieczoru to bylo dla mnie wielkie rozczarowanie. Nie bylo tancow! :( Kadim al Sahir, wielka osobistosc wsrod arabskich muzykow, dal koncert, potem byla grupa taneczna (glownie Rosjanki, na moje oko) i piekna Arabka, ktora zrobila pokaz tanca w stylu "khaleeji". Jednak z gosci nie tanczyl nikt...Podsumowujac, wesele wygladalo jak kolacja w dobrej restauracji polaczona z koncertem. Na sam koniec piekna panna mloda wraz ze swoim wybrankiem baaardzo wolnym krokiem przeszla srodkiem, aby sie zaprezentowac i byl to znak, ze wesele dobieglo do konca. 

Nie moglam robic zdjec, bardzo zaluje, ale na pamiatke wzielam sobie weselna chusteczke nawilzana. Tylko tyle zmiescilo sie w mojej wieczorowej kopertowce. :)



Warto bylo choc raz w zyciu zobaczyc cos takiego, ale potem fajnie jednak wrocic do swojego normalnego, zwyczajnego zycia. <3 




środa, 21 grudnia 2016

Pierwsze kroki w emirackiej szkole


W emirackiej szkole fajnie jest! :) 
Lara ma juz za soba jeden semestr nauki. Poczytajcie, jak minely jej pierwsze miesiace w szkolnej lawce.

1.WAKACJE
 
Dobrze sie do roku szkolnego przygotowalysmy, przeznaczajac duzo czasu na beztroske i zabawe. Dziecinstwo jest jedno i niestety krotkie, dusic wiec trzeba, jak cytrynke.
Zorganizowalam dla corki "staycation", czyli nigdzie nie wyjezdzajac, korzystalysmy z wakacyjnych atrakcji w naszej okolicy. 
Duzo sie dzialo tego lata w Yas Mall, czesto wiec tam wlasnie umawialysmy sie na spotkania z naszymi malymi i duzymi przyjaciolmi.



Glowne wejscie do Yas Mall, najwiekszego (jak na razie ;) ) centrum handlowego w Abu Zabi.


Jeden dzien przeznaczylysmy na wyjscie do kina na film dla dzieci, ktory mama rowniez z checia obejrzala. :)



Po kinie zglodnialysmy, bo popcorn to jednak za malo na obiad. :D



Wyszalec sie tez bylo gdzie, na przyklad na mega slizgawce na samym srodku sklepu...



Przy okazji mozna zrobic zakupy...albo chociaz lypnac okiem...:P Fajne filizanki, nie? ;)




Ot, cala prawda o kobietach, gdy wpadna w szal zakupow... :D Biedni mezowie, hehe.



Mily mis rozdajacy balony najmlodszym, Lara musiala go wysciskac. ;)




Comiesieczna zabawa Lego w ich firmowym sklepie.



Ekologiczne jablko, bo z robakiem. ;)



Gratulacje! :)  Certyfikat i nagroda zdobyte.



Dwupietrowy sklep z zabawkami.







Tak ogromny sklep z zabawkami rowniez zadbal o dzieci, by sie nie nudzily. Do dyspozycji tramplina,  klocki, rowerki, hulajnogi, zjezdzalnie itd. Oczywiscie bezplatnie.









Po calym dniu zabaw matkom wyczerpaly sie baterie - ale dzieciom wciaz nie! :D 


2. PRZYGOTOWANIA DO ROKU SZKOLNEGO
Pod koniec sierpnia, gdy pracownice szkoly (nie pracownicy, gdyz w szkole pracuja same kobiety) wrocily z urlopu, wybralysmy sie, by dokonczyc wszelkich formalnosci i w ten sposob Lara stala sie oficjalnie uczennica emirackiej madrasy, w ktorej uczy sie jezyka arabskiego, recytacji Koranu, religii oraz zdobywa wiedze na temat kraju, w ktorym zyjemy. 
By dowiezc do szkoly wymagane dokumenty oraz zdjecia, wybralysmy sie tam razem z moja przyjaciolka, ktorej corka rowniez uczeszczala do tej samej szkoly przed rokiem, a syn rozpoczal w niej nauke w tym samym czasie, co Lara. To dzieki znajomosci z Asma dowiedzialam sie o tak pozytecznej placowce, dzialajacej w naszej okolicy. 





Dokladnie obejrzalysmy budynek, klasy, toalety, okolice i bylysmy bardzo zadowolone, ze nasze dzieci beda sie uczyc w dobrych warunkach.
Rocznikowi Lary poszczescilo sie, gdyz szkola zostala przeniesiona i od wrzesnia rozpoczeli nauke w pachnacych jeszcze nowoscia murach. 


Przygotowania do roku szkolnego.







Po wizycie w szkole, wybralysmy sie na wspolne sniadanie, by wymienic sie wrazeniami i spostrzezeniami. 
Na sniadanie byl menekish z serem i zaatarem, a do tego herbata z mieta - po palestynsku, tak jak i Asma jest Palestynka. :)
Oczywiscie byla tez kawa - mam szczescie, ze moje przyjaciolki sa kawoszkami, jak ja, dzieki temu zawsze znajdziemy jakis pretekst, by sie na kawe umowic. 
 









Ze zblizal sie rok szkolny, bylo widac i czuc juz na kazdym kroku. W sklepach tematyka zmienila sie na  "back to school". My tez musialysmy zrobic szkolne zakupy, podczas ktorych Lara miala wypieki na twarzy z zachwytu, ze i ona wkrotce pojdzie do szkoly i bedzie miec plecak! zeszyt! mundurek! :D <3



Szkolna atmosfera w sklepie.


Zakupu tego pierwszego tornistra dla mojej coreczki z pewnoscia nie zapomne. Dla nas obu bylo to bardzo wazne wydarzenie, mamie gdzies tam w oku zakrecila sie nawet lezka, ze to juz...tak szybko...szkola...



Tyyyyle tornistrow na raz.


Lara swoj juz wybrala i od razu pokochala, ale z innymi tez chciala jeszcze pamiatkowe zdjecie.


3.WARSZTATY

Na moim blogu wspominalam juz kiedys, ze latem w Emiratach zycie toczy sie glownie w centrach handlowych, ktore oferuja wiele ciekawych zajec, glownie z mysla o najmlodszych. W tym roku Lara wziela udzial w kilkudniowych warsztatach "Back to School" zorganizowanych w Deerfiedls Mall. Byl to dla niej przedsmak tego, co czekalo ja we wrzesniu. Najbardziej podobalo sie jej ozdabianie olowkow oraz pisanie po tablicy. :)

 
Z niecierpliwoscia czekamy na otwarcie. :)









Lara ochoczo przystapila do pracy - jej zadaniem bylo ozdobienie olowka, ktory mial jej pozniej sluzyc w szkole..


Jak w PRAWDZIWEJ szkole! <3

Kacik czytelniczy.



Za goraco, by wypic kawe w kawiarnianym ogrodku.


4.WIZYTA U PEDIATRY

Jedynie tydzien zostal do rozpoczecia roku szkolnego, gdy niespodziewanie Lara zaczela goraczkowac. Wysoka temperatura sie utrzymywala , wybralysmy sie wiec do Abu Zabi do lekarza, ktory stwierdzil infekcje ucha. Martwilam sie, czy przypadkiem nie opozni to Laruni pojscia do szkoly, gdyz pierwsze dni sa bardziej pod katem informacyjnym i organizacyjnym, stad bardzo wazne dla nowicjuszy, ale na szczescie antybiotyk zadzialal na czas. 







Gabinet naszego pediatry z pewnoscia spodobalby sie kazdemu maluchowi, szczegolnie lozko lekarskie w ksztalcie hipopotama.







Szpitalny korytarz.

W emirackich szpitalach plyny do dezynfekcji rak sa rozmieszczone na kazdym kroku.


Szpitalna kawiarnia.

Kwiaciarnia w szpitalu. Kwiaty, wedlug tutejszego zwyczaju, kupuje sie glownie swiezo upieczonym mamom.





Parking przed szpitalem.


Wejscie glowne.


Poczekalnia dla kobiet w aptece.

Pan doktor nie widzial przeciwwskazan, bysmy prosto od niego udaly sie do supermarketu po zakupy. Podalam wiec Larze pierwsza dawke antybiotyku i udalysmy sie do Carrefoura przy Airport Road. 
Jeszcze pare lat temu, po sprawunki musielismy jezdzic az do miasta, gdyz w naszej okolicy nie bylo nic, oprocz domow willowych! Wtedy wlasnie bardzo czesto bywalismy w tym znanym w Abu Zabi sklepie. 
Mila niespodzianka byl nowy plac zabaw dla dzieci, dzieki czemu moglam spokojnie zrobic zakupy, jednoczesnie majac corcie na oku, gdy korzystala z przyjemnosci. Udalo sie nam zapomniec o zmartwieniach i rozweselic po tych kilku dniach gorszego samopoczucia.

Natomiast w naszej lodowce, oprocz swiatla, zawitalo tez jedzenie. :D





Robiac zakupy, mozna zerkac na pociechy, ktore tuz nieopodal, swietnie sie bawia.




5. DZIEN PRZED INAUGURACJA ROKU SZKOLNEGO

Dzien przed dopadla mnie melancholia, nad ktora nie moglam zapanowac. Do tego doszedl strach i mnostwo obaw. Matczyne serce chyba nigdy nie odpocznie i zawsze bedzie drzec o swoje ukochane dziecko.
Napisalam do Asmy. U niej nastroj byl podobny, tez martwila sie, jak jej synek poradzi sobie w nowym otoczeniu i z nowymi zadaniami.
"Ten strach jest normalny", pomyslalam po tej rozmowie z ulga. ;) 

Mialam wlasnie robic kolacje, ale postanowilam pozbyc sie smutkow w inny sposob - swietujac Laruni rozpoczecie roku szkolnego w restauracji. Rzucilam fartuch kuchenny w kat i piec minut pozniej bylysmy juz w drodze na indyjskie pyszne jedzenie.






6.PIERWSZY DZIEN

Nadszedl ten wyczekiwany dzien. Zanim obudzilam Lare, wlaczylam kamere, by ja nagrac zaraz po przebudzeniu - wiedzialam, ze bedzie pelna entuzjazmu i energii. Mamy dzieki temu swietny filmik na pamiatke. 


Pierwszy zeszyt Lary.

Przybory do pisania, miedzy innymi olowek, ktory sama ozdobila na warsztatach.


Pierwszego dnia pojechalysmy do szkoly taksowka. Lara nie mogla sie doczekac i wypatrywala jej z daleka. :)





Zgodnie z poleceniem ze szkoly, dzieci tego dnia mialy sie stawic w towarzystwie jednego z rodzicow. Musielismy na miejscu czekac na zakonczenie zajec, by w droge powrotna wybrac sie szkolnym autobusem, aby pokazac kierowcy, gdzie mieszkamy.
Mimo, ze szkola ta jest koedukacyjna, prowadza ja same kobiety i mezczyzni nie maja do niej wstepu. Tatusiowie czekali wiec na parkingu, gdy mamy rozsiadly sie w poczekalni.

Ekhm...mowil ktos cos o ucisnionych muzulmankach?;) 



Raznym krokiem do szkoly. :)

Podpatrzylam, jak prowadzone sa lekcje i w stu procentach jestem zadowolona z podejscia nauczycielek do dzieci, sposobu prowadzenia lekcji (z wlaczeniem zabawy), ilosci uczniow w klasie, organizacji, realizowanego programu nauczania. 
Szkola kladzie tez duzy nacisk na zdrowe odzywianie i czipsy czy inne slodycze sa zabronione, za co bije im brawo. 



Pierwsza lekcja.


Mamy czekajace na swoje pociechy.


Dzieci w szkole sa roznych narodowosci, jednak wszystkie znaja jezyk arabski, co bylo sprawdzane na egzaminie wstepnym, oraz sa muzulmanami. Dopatrzylam sie Emiratczykow,Egipcjan, Palestynczykow, Syryjczykow, a jedna dziewczynka jest w polowie Polka - moja Lara! :D <3





Lsniacy czystoscia korytarz szkolny.


Ojcowie czekajacy na parkingu.



Szkola zagwarantowala nam rowniez autobus, ktory codziennie przed godzina osma zabiera Lare spod domu, co jest dla nas duzym ulatwieniem. 
Autobusow jest w sumie kilka, kazdy wozi dzieci z innego rejonu, dzieki czemu podroz do i ze szkoly nie trwa dlugo. W kazdym autobusie jest "muszrifa", czyli pani, ktora opiekuje sie uczniami w czasie jazdy. 


Pierwsza przejazdzka szkolnym autobusem.



7.WYPRAWA PO SZKOLNY MUNDUREK

Aby nabyc szkolny mundurek, musialysmy zrobic sobie wycieczke az do miasteczka Bani Yas, do malego sklepiku prowadzonego przez uprzejmego Jemenczyka. Dla Lary bylo to nie lada przezycie, a gdy sie okazalo, ze mundurki dla dziewczynek sa w kolorze rozowym, nie posiadala sie z radosci, roz u nas jest wciaz na topie. :D Od razu go pokochala, masha Allah. 
Byl to jedyny wydatek, jaki ponieslismy w zwiazku ze szkola, gdyz nawet ksiazki dzieci dostaly od Ministerstwa Edukacji. 


Pelne polki szkolnych uniformow.

Gdy sprzedawca wyszedl, by naszyc emblemat szkolny na Larowym fartuszku, wygladala ona za nim z niecierpliwoscia.

Inna mama z coreczka rowniez kupowala mundurek. :)


Asortyment w sklepiku.





Pierwsze przymiarki.

Nastepnego dnia Lara poszla do szkoly jak prawdziwa uczennica, w mundurku.



Pojechala w swiat...a ja stalam i machalam na pozegnanie.


8.WAZNE WYDARZENIA

W ciagu pierwszego semestru odbyly sie dwa zebrania rodzicielskie (tylko mamy), z poczestunkiem.

Dzieci w szkole obchodzily Eid oraz National Day z okazji 45. rocznicy zjednoczenia Emiratow.