sobota, 6 sierpnia 2016

Jak przezyc z dzieckiem lato w Emiratach...i dobrze sie bawic, a nie zwariowac?

Dziwny tytul tego postu, prawda? Co to w ogole za rozterki - co zrobic z dzieckiem latem? Rower, plaza, pilka, gry na swiezym powietrzu, dmuchany basen w ogrodku - mozna wymieniac i wymieniac.

Nie w Emiratach. 

Gdy wiec nastapi ten czas, ze termometry bezlitosnie pokazuja temperatury powyzej 40 stopni Celsjusza, a z kranu zamiast zimnej wody zaczyna leciec niemalze wrzatek, wiedz jedno - uciekaj stad! Do Polski, a jeszcze lepiej na Syberie! 
(Zaraz mi sie przypomina "run Forest, run!" :D).

Jesli jednak nie chcesz, lub nie mozesz, w tym czasie wyjechac ze swoimi dziecmi na urlop, zobacz, jak my spedzilysmy tegoroczne lato w ZEA, a przekonasz sie, ze  da sie to przezyc. ;) Nie zwariowalam, nie osiwialam, alhamdulillah, a calkiem dobrze sie z corka bawilam. :) 



Brak prawa jazdy nie jest dla mnie argumentem, by rezygnowac z wyjsc z domu. :) Autobusy w Emiratach sa czyste, a bilety niedrogie, w dodatku czesto sie zdarza, ze jestesmy z corka jedynymi pasazerkami. Dla Lary przejazdzki autobusowe to rodzaj wycieczek krajoznawczych, bardzo je lubi. Ja zreszta tez.
Maz i znajomi wciaz zadaja mi to pytanie: "kiedy w koncu zrobisz prawo jazdy?!".
Moja odpowiedz jest niezmienna: "a po co?". :D 
Nie czuje takiej potrzeby. Natomiast jesli kiedys poczuje, to in shaa Allah zrobie. :D  Poki co udalo mi sie zwiedzic spory kawalek swiata i bez tej umiejetnosci. ;) 


Widoki podczas jazdy autobusem.



Latem w Emiratach glownym celem wyjsc rodzinnych sa centra handlowe. Wiem, to brzmi dziwnie. o.O Jednak trzeba wiedziec, ze w tych centrach wiele sie dzieje. Organizowane sa wystawy sztuki, zajecia dla dzieci, ustawiane sa arabskie bazary (tak zwane souki), mozna obejrzec tanczacych derwiszy lub tradycyjne emirackie tance. Kwitnie tam tez zycie towarzyskie. Spotkania z przyjaciolkami przy kawie, spotkania mam z sasiedztwa, a czesto tez spotkania biznesowe maja miejsce wlasnie w centrach handlowych, ktore nie tylko ciesza swa architektura, wyborem kafejek i restauracji, ale maja tez inna glowna zalete - sa klimatyzowane. :) 





Wszystko czego dziecieca dusza zapragnie - balony, zajecia plastyczne, kolorowo i wesolo.

Miedzy innymi takie zajecia dla dzieci oferuja centra handlowe.


Sklep Lego rowniez dba o to, by dzieci mialy rece pelne roboty. Co miesiac organizuje zabawe, ktora polega na ulozeniu danego modelu zabawki.  Komu sie to uda, dostaje zrobiona przez siebie zabawke w prezencie, lacznie z dyplomem.





Skupienie podczas ukladania.

Rodzice tez wlaczaja sie do zabawy. :)

 


W lipcu dzieci mialy za zadanie ulozyc zabe z klockow.

Wszystkim udalo sie ulozyc zabki.

Ekscytujacy moment wypisywania dyplomu.

Gratulacje, dyplomy zdobyte. :)

 

Ten pan chyba z "Gwiezdnych Wojen" tu przybyl? Mozliwe, ze cos mi sie pomylilo, bo to nie nalezy do mojego kregu zainteresowan. ;)




Dla kobiet wazny jest tez oczywiscie odpowiedni summer look. ;)  Muzulmanka tez kobieta, wiec trzeba dobrac ubrania z odpowiednich na lato materialow i kolorow. Lara podbiera mi co ladniejsze chusty i sie upiera, ze tez chce nosic hidzab. Masza Allah, chyba jednak z tym jeszcze poczekamy. ;) Poki co wystarcza ladne letnie fryzury w mamy wykonaniu. 


 


 


Ze strony AnnPress zamowilam dla naszej rodziny koszulki, na ktorych zostaly wydrukowane nasze imiona (mialam problem z napisem, kolorem, czcionka - za duzy wybor!). W koncu zdecydowalam, ze t-shirt dla corki bedzie w jej ulubionym rozowym kolorze z jej imieniem napisanym w alfabecie lacinskim i arabskim (wyszla bardzo ladna, Lara piszczala z radosci i jest to teraz jej ubranie numer 1). 
Natomiast dla mnie i dla meza wybralam "partner look". Fajnie jest rano pic kawe w kuchni z mezem z takich samych kubkow i w takich samych koszulkach. <3



Koszulki bardzo dobrej jakosci za jedyne 8GBP, fajna pamiatka dla naszej rodziny. :) Dziekujemy przemilej siostrze Ani z AnnPress za udane zamowienie. <3


Moje przyjaciolki rowniez staraja sie zorganizowac czas w letnie wakacje swoim dzieciom. Czesto wiec wychodzimy gdzies razem, odwiedzamy sie, robimy wiele rzeczy wspolnie.
Aby dzieci sie nie nudzily, zorganizowalam u nas w domu arts and crafts party, gdzie mialy one za zadanie zrobienie smiesznych potworkow. Maluchy zajely sie wiec klejeniem i wycinaniem, a mamy mialy czas posiedziec milo przy kawie i przekaskach. Wszyscy sie dobrze bawilismy i z pewnoscia powtorzymy takie spotkanie jeszcze nie raz.






Dziecieca wyobraznia zadzialala. :)



Cos na zab dla glodnych malych artystow.

  
Od czasu do czasu mozna wyjsc troche na dwor, by nalapac witaminy D, a przy okazji pobawic sie tym, co sie akurat nawinie. W tym przypadku wozek baby do przewozenia ciezkich przedmiotow posluzyl do wozenia sie nawazajem. :D


Jednak gdy jestesmy tylko we dwie, tez lubimy kreatywnie spedzic czas. Tym razem opowiadalam Larze o polskiej wsi, wiec dla zobrazowania moich opowiesci zrobilysmy kurki z papilotek do babeczek. 
Wspomnialam mezowi przy okazji, ze brakuje mi piania koguta, ktorego trzymali tu w Emiratach nasi sasiedzi. Co stwierdzil maz? Kupie ci koguta. :D Na to Lara dodala, ze chce tez kaczki, by sie z nimi kapac. :D 
Opowiedzialam im wiec o mojej kaczce Frani. Dostalismy ja kiedys od pewnej pani ze wsi, miala byc przeznaczona na niedzielny rosol. Jednak w czasie podrozy do domu, ktora byla dluga, zdazylam sie z nia zaprzyjaznic i oznajmilam rodzicom, ze nikt jej nie zje. Frania zyla wiec dosc dlugo z naszym owczarkiem niemieckim, a wygladalo to tak - Frania przesiadywala w budzie psa, a pies na budzie pilnowal, by nic sie jej nie stalo. Frani wolno bylo wyjadac psia karme z miski, za to pies codziennie rano dostawal od kaczki swieze jajko. :D To byla piekna przyjazn...







Wazne jednak, by dzieci same tez potrafily sie czyms zajac, gdy mama nie organizuje im czasu. Psycholodzy radza wrecz, by  nudzily sie one od czasu do czasu, gdyz ma to dobry wplyw na ich wyobraznie i kreatywnosc.





Podczas zakupow w sklepie cos nie dawalo mi spokoju. Zapach. Znajomy z Egiptu zapach guawy...O, to sie maz ucieszy, jak mu swiezy sok z guwy zrobie, pomyslalam. I faktycznie, wszedlszy do domu od razu spytal: "co tak pachnie?". :)


Guawa z Egiptu.


Jeszcze jedno zolte szczescie: MANGO! Pachnace latem i lepsze nawet od czekolady. Z Pakistanu, Indii, Egiptu - wszystkie pyszne. 馃槏 Natomiast te sprzedawane w polskich marketach, to bardziej raczej ogorki przypominaja, niz mango...
 



Lato bez truskawek? Niemozliwe, nawet w Emiratach, gdzie truskawki to egzotyka raczej. :) 


Koktajl truskawkowy.



Kaszka manna z truskawkami.


 
Emirackie dary natury - daktyle. Prosto z ogrodu, prosto z drzewa, prosto do buzi, siup. Wlasnie dojrzaly. :)








Domowa edukacja moze przybrac bardzo ciekawe formy. Na przyklad mozna uczyc sie czytac z ciastek. :D  Po czym ciastka mozna...zjesc. :)






Poniewaz w drodze do nas sa listy z roznych zakatkow swiata, musialysmy zrobic na nie skrzynke, ktora zawisla na drzwiach do Lary pokoju. 
Mama tez pisze listy i wrzuca do skrzynki, co kazdego ranka sprawia dziecku bardzo duzo radosci. :)





Aby zrobic skrzynke na listy, wycielam w kartonie otwor do wrzucania listow oraz klapke, do ich wyjmowania. Karton okleilam papierem ozdobnym, na ktory przykleilam wydrukowane z internetu "znaczki". Listonosz Pat bylby dumny. :D





Lara od jakiegos czasu zbierala pieniadze do skarbonki. Gdy skarbonka zrobila sie dosc ciezka, postanowilysmy ja otworzyc i za jej zawartosc kupic upatrzona wczesniej zabawke - maszynke do robienia naszyjnikow z kolorowych koralikow LalaLoopsy. Nie byla to tania zabawka, wiec aby nauczyc corke odpowiedzialnego gospodarowania pieniedzmi, wytlumaczylam jej, jak wazne jest oszczedzanie, dbanie o rzeczy i najwazniejsze - skad sie biora pieniadze - z ciezkiej pracy taty... :)








Nauka baby nie poszla w las. Gdy trzeba bylo odkrecic srubke, by wlozyc do zabawki baterie, Lara przejela inicjatywe. :D Przyniosla srubokret (bo ja sie w swiat  meza nie zaglebiam - to znaczy w jego narzedzia, srubki, kable - nie znosssze i nie mam pojecia, co gdzie lezy i do czego sluzy! :D ) i rozkrecila, wlozyla baterie, zakrecila. Done. o.O




O tak wlasnie zawsze razem pracuja, gdy cos sie w domu zepsuje. Lara pomaga wszystko naprawiac, pasjonuje ja to wrecz. :)

Naszyjnik gotowy.



Zawsze, gdy wspolnie cos robimy, wlaczam polskie radio dla dzieci, by wspomoc nauke jezyka polskiego. 





Tak mniej wiecej wyglada nasze tegoroczne lato w Emiratach. Za tydzien spakujemy walizki i wyjedziemy do Egiptu, gdzie pogoda bedzie dla nas laskawsza. Chociaz tak naprawde wolalabym bezludna wyspe...zeby troche odpoczac. :D


poniedzia艂ek, 11 lipca 2016

Swieta, swieta...i po swietach - Eid al-Fitr 2016



Alez zlecialo! Pamietacia, jak jeszcze niedawno pisalam Wam o przygotowaniach do ramadanu? Bylo, minelo. Skonczyl sie post, skonczyly sie swieta. Zostaly tylko:

- piekne wspomnienia
- nadprogramowe kalorie do spalenia 

oraz

- ogromna nadzieja w sercu, ze za rok tez bedzie nam dane wspolnie przezywac podobne chwile, in shaa Allah.

Zanim jednak na dobre powrocimy do zwyczajnej codziennosci, podziele sie z Wami kilkoma radosnymi chwilami, ktore przezylismy w ten Eid. :) 

Zaczne moze od przygotowan. Te rozpoczelam bowiem wielkim pieczeniem, jak arabska tradycja nakazuje. Postanowilam podzielic sie wypiekami z sasiadami, znajomymi i rodzina, wiec okreslenie "wielkie" jak najbardziej tu pasuje: zuzylam 4kg maki na petit four, 2kg maki na ciasteczka ghorayebah oraz 6kg na maamoule. Dalam rade! :D Maz i corka pomagali - mezowskie silne rece przydatne byly szczegolnie przy wyrabianiu ciasta, Lala zas wykazala sie przy pudrowaniu maamouli. 


Chetnych do pracy nie brakowalo. :)

Ghorayebah, arabskie maslane ciasteczka.

Kahk/maamoule, wszyscy je uwielbiaja. Zrobilam z trzema roznymi nadzieniami: z daktylami i cynamonem, z rahatlukum oraz rahatlukum z orzechami wloskimi.

Egipskie ciasteczka petit four.

Szesc tac maamouli mi wyszlo.

Pierwsze przymiarki przed Eid.

Ja sie tak "wystroilam". ;) (Lustro w przymierzalni bylo pomazane troche.)

Jeszcze henna i gotowe.

Przez ten ciasteczkowy szal i porzadki opoznily sie jednak zakupy! Zrobilam je na wariackich papierach, dzien przed samym Eid. Mialam wrazenie, ze tego dnia wszyscy w centrum handlowym byli na tych samych papierach. :D ;) Tlumy ludzi, pospiech, sklepy otwarte wyjatkowo dluzej, slowem swiateczna goraczka. Jednak w calej tej bieganinie nie wolno zapomniec o najwazniejszym - zakat al-fitr, czyli o przekazaniu datku dla potrzebujacych.

Nadszedl ten wyczekiwany dzien. Krotko przed godzina 6. rano z meczetu uslyszelismy: "Allahu akbar, Allahu akbar, la ilaha ila Allah wa Allahu akbar, Allahu akbar wa lillahi alhamd." Rozpoczynala sie modlitwa eidowa.

Po modlitwie nadszedl dlugo wyczekiwany przeze mnie moment, pierwsza poranna kawa po miesiacu postu. Nie moglam sie wrecz nacieszyc jej aromatem. :) Back to my comfort zone. ;) 


 


Pod koniec ramadanu Larunia byla bardzo zawiedziona, ze zblizal sie on ku koncowi, musialam otrzec jej lzy, ktore splynely po niewinnej buzce. Spytalam, dlaczego nie chce, by ramadan sie konczyl, odpowiedz mnie bardzo wzruszyla - "bylo pieknie." Pocieszylam ja wtedy, ze Eid bedzie rownie piekny, z balonami, prezentami, dekoracjami. Eid to czas radosci. 


Gdzie te prezenty? Emocje siegaly zenitu. :)

Ok, Lulu, mozesz juz otworzyc oczy. :) 

 


 


 


 


 


 

Rozpakowywanie prezentow.

Lara ze swoja nowa lalka o imieniu Aminah.

Czekoladki w pieknym swiatecznym opakowaniu idealnie sie nadaly na drobny upominek. :)



Kartka z eidowymi zyczeniami dla meza na pamiatke.

Po rozpakowaniu prezentow wyruszylismy do Al Ain, by odwiedzic rodzine, a tam!? Znowu ciastka! Kawka, herbatka, ploteczki - panie o modzie, dzieciach; panowie o polityce i biznesach. Wszedzie na swiecie tak jest? Chyba. :) 


Eidowe ciastka pieczone przez Egipcjanke.

 



Z Al Ain wrocilismy dopiero na drugi dzien, po drodze jeszcze zahaczajac o Dubaj, gdzie zjedlismy nietypowa kolacje swiateczna - pierogi! <3 Maz sie poswiecil, rezygnujac z arabskich specjalow, a mi za to uszy sie trzesly! <3 <3 <3 


Zachod slonca w Dubaju.

Mam nowy ulubiony sklep w Dubaju. <3

 


Po dwoch dniach nieobecnosci, powrot do domu byl bardzo przyjemny. Do swojego kubka z herbata i wydeptanych kapci - nie ma drugiego takiego miejsca na calym swiecie...Trzeciego dnia swiat wybor byl wiec prosty, zostajemy w domu, leniuchujac. 


Jesli zas komus bylo malo swietowania, to jeszcze byl weekend. :D Wybralismy sie na karuzele i spotkanie ze znajomymi.


Nowy dzien, nowa kreacja. :D

Lara nie mogla przejsc obojetnie obok baniek mydlanych. :)


Swiateczna wystawa sklepowa.

Dwie ksiezniczki, Lara i Misk. <3